W tej kategorii umieszczono wpisy dotyczące różnych praw obligacyjnych na nieruchomościach jak umowa najmu, dzierżawy, użyczenia itp.

  • Wcześniejsza spłata kredytu hipotecznego, a zwrot kosztów kredytu przez bank na rzecz kredytobiorcy

    Jak pisałem w tym wpisie pod pewnymi warunkami możliwa jest wcześniejsza spłata kredytu/pożyczki hipotecznej (czyli zobowiązania zabezpieczonego hipoteką). Wobec tego co w przypadku kosztów poniesionych przez kredytobiorcę przy zawarciu umowy w przypadku wcześniejszej spłaty zobowiązania hipotecznego, a nawet jego części.

    Zgodnie z przepisami w przypadku spłaty całości kredytu hipotecznego przed terminem określonym w umowie o kredyt hipoteczny całkowity koszt kredytu hipotecznego ulega obniżeniu o odsetki i inne koszty kredytu hipotecznego przypadające za okres, o który skrócono obowiązywanie tej umowy, chociażby konsument poniósł je przed tą spłatą. W przypadku spłaty części kredytu hipotecznego przed terminem określonym w umowie o kredyt hipoteczny stosuje się podobną zasadę.

    Według definicji ustawowej całkowity koszt kredytu hipotecznego to wszelkie koszty, które konsument jest zobowiązany ponieść w związku z umową o kredyt hipoteczny, w szczególności:

    a) odsetki, opłaty, prowizje, podatki i marże, jeżeli są znane kredytodawcy,

    b) koszty usług dodatkowych, w szczególności ubezpieczeń, w przypadku gdy ich poniesienie jest niezbędne do uzyskania kredytu hipotecznego lub do uzyskania go na oferowanych warunkach

    – z wyjątkiem kosztów opłat notarialnych i opłat sądowych ponoszonych przez konsumenta.

    Wskazać należy na wyrok TSUE C-383/18 z dnia 11 września 2019r. dot. proporcjonalnego obniżenia całkowitego kosztu kredytu w przypadku jego przedterminowej spłaty zgodnie z którym przy wcześniejszej spłacie kredytu przysługuje prawo do obniżenia tak kosztów jednorazowych (prowizji, ubezpieczeń itd), a jak również zmiennych. Ponadto zgodnie z uchwałą Sądu Najwyższego – Izba Cywilna z dnia 12 grudnia 2019 r.(sygn. akt III CZP 45/19) dotyczącą co prawda kredytu konsumenckiego, ale którą można stosować analogicznie do kredytu hipotecznego: „Przewidziane w art. 49 ust. 1 ustawy z dnia 12 maja 2011 r. o kredycie konsumenckim (t.j. Dz.U. 2019 r. poz. 1083) uprawnienie konsumenta do obniżenia całkowitego kosztu kredytu w przypadku jego spłaty w całości przed terminem określonym w umowie obejmuje także prowizję za udzielenie kredytu.”  A  zatem z najnowszą linią orzeczniczą sądów redukcja całkowitego kosztu kredytu obejmuje także koszty o charakterze jednorazowym, których wysokość nie ma żadnego związku z okresem kredytowania, gdzie przy ich obliczaniu obowiązuje zasada proporcjonalności.

    Roszczenia z umów kredytu hipotecznego, które zostały spłacone do 8.7.2018 r. ulegają przedawnieniu po 10 latach. Natomiast roszczenia z umów, które zostały spłacone od 9.7.2018 r. podlegają 6-letniemu okresowi przedawnienia.

     r.pr. Dariusz Śmiłek

  • Wcześniejsza spłata kredytu hipotecznego, a prowizja na rzecz banku

    Uprawnienie do wcześniejszej spłaty kredytu hipotecznego może wynikać z postanowień umowy kredytowej (pożyczki hipotecznej) lub z mocy prawa. Ustawowe prawo, jakim jest wcześniejsza spłata kredytu, zostało zabezpieczone na gruncie ustawy z 23.3.2017 r. o kredycie hipotecznym oraz nadzorze nad pośrednikami kredytu hipotecznego i agentami (weszła w życie 22.7.2017 r., dalej: ustawa o kredycie hipotecznym).

    Z wcześniejszą spłatą kredytu może być powiązany obowiązek zapłaty na rzecz banku określonej prowizji (tzw. rekompensata za wcześniejszą spłatę kredytu), której warunki i wysokość są ściśle określone ww. ustawą. Wynika z niej, że prawo do rekompensaty przysługuje na rzecz banku jedynie wtedy jeśli zostało wyraźnie wprowadzone do umowy kredytu hipotecznego (bez względu na datę jej zawarcia).  W przypadku kredytów hipotecznych, podlegających przepisom ustawy o kredycie hipotecznym (tj. zawartych od dnia 22.07.2017r.), bank nie może pobierać prowizji z tytułu nadpłaty kredytu po upływie 3 lat od daty zawarcia umowy o kredyt. Natomiast prowizja z tytułu nadpłaty do 3 lat od zawarcia umowy jest ustawowo ograniczona i co do zasady nie może być większa od 3% spłaconej kwoty kredytu hipotecznego.

    Ustawowe prawo do bezkosztowej spłaty kredytu nie przysługuje kredytobiorcom kredytów hipotecznych o stałym oprocentowaniu. Warto zauważyć, że w przypadku kredytu hipotecznego, w którym stała stopa oprocentowania kredytu hipotecznego obowiązuje w danym okresie, kredytodawca może pobierać rekompensatę w tym okresie. Oznacza to, iż w przypadku kredytów przewidujących zarówno zmienną, jak i stałą stopę procentową bank może naliczyć rekompensatę w każdym okresie obowiązywania stałej stopy oprocentowania, niezależnie od liczby takich okresów i także po upływie 36 miesięcy od dnia zawarcia umowy o kredyt hipoteczny.

    Wysokość opłat z tytułu wcześniejszej spłaty kredytu dla umów o kredyt hipoteczny, zawartych przed wejściem w życie ustawy o kredycie hipotecznym tj. przed dniem 22.07.2017r., nie była uregulowana ustawowo. W rezultacie oznacza to, że w tych przypadkach kwestię prowizji (rekompensaty) regulują umowy kredytowe, a w przypadku braku takich zapisów w umowie prowizja nie jest należna.

    Już wkrótce przeczytaj o skutkach wcześniejszej spłaty kredytów jeśli chodzi o zwrot kosztów kredytu przez bank na rzecz kredytobiorcy.

    r.pr. Dariusz Śmiłek

  • Jedna opłata od wszystkich żądań konsumenta

    Sąd Apelacyjny w Warszawie podczas rozpatrywania jednego z zażaleń powziął wątpliwości, czy w przypadku kumulacji roszczeń dochodzenie przez konsumenta kilku roszczeń w jednym postępowaniu pobiera się jedną opłatę stałą w kwocie 1.000 złotych czy też wielokrotność tej kwoty równą ilości dochodzonych roszczeń. Zgodnie brzmieniem ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych ustawodawca wprowadził opłatę stałą w kwocie 1.000 złotych, która pobierana jest od konsumenta w sprawach o roszczenia wynikające z czynności bankowych. 

    W związku z tym sprawa zawędrowała przed oblicze Sądu Najwyższego (sygn. III CZP 38/22), który 28 stycznia 2022r. orzekł w trzyosobowym składzie, iż od powoda będącego konsumentem, dochodzącego w jednym pozwie kilku roszczeń wynikających z czynności bankowych, pobiera się na podstawie art. 13a  ustawy z dnia 28 lipca 2005 r. o kosztach sądowych w sprawach cywilnych (tekst  jedn. Dz. U. z 2020 r., poz. 755 ze zm.) jedną opłatę stałą, jeżeli wartość przedmiotu sporu dla tych roszczeń, ustalona na podstawie art. 21 k.p.c., przewyższa kwotę 20 000 złotych.

    Choć podjęta uchwała tyczy się sprawy niezwiązanej z sednem sporów dotyczących  kredytów waloryzowanych, to jest ona oczywiście korzystna dla kredytobiorców. Skoro takie niezbyt uzasadnione wątpliwości pojawiły się w orzecznictwie, to dobrze jest rozwiać je od razu, zaoszczędzając przy tym czas pewnej grupy kredytobiorców. 

    r.pr. Dariusz Śmiłek

  • Ugoda z bankiem czy to dobre rozwiązanie czy to się opłaca, jakie konsekwencje prawne niesie za sobą

    Zgodnie z polskim prawem ugoda zawarta przed mediatorem lub przez strony w ramach postępowania sądowego wymaga zatwierdzenia przez sąd. W tym celu jedna lub obie strony mogą złożyć wniosek o zatwierdzenie ugody. W przypadku, gdy ugoda podlega wykonaniu w drodze egzekucji, sąd zatwierdzając jej treść, nadaje również klauzulę wykonalności. Należy podkreślić, że zawarcie ugody potwierdzonej przed sądem powoduje brak możliwości dochodzenia w czasie późniejszym na innej podstawie prawnej swoich roszczeń przeciwko kredytodawcy w tej konkretnej sprawie, w sądzie powszechnym.

    Strony mogą również same zawrzeć nieformalną ugodę w postaci aneksu umownego o ustalonej wcześniej treści. Jest to zjawisko częściej spotykane od mediacji. Mowa o ofertach indywidualnych, ponieważ dotychczas żaden duży bank (poza PKO BP) nie przedstawił jeszcze oferty systemowej, m.in. z powodu oczekiwania na rozstrzygnięcia pełnego składu Izby Cywilnej Sądu Najwyższego. Jednakże w sprawach w których wniesiono pozwy, kredytodawcy stosunkowo często formułują propozycje ugodowe składane telefonicznie lub przez pełnomocników przewidujące, np. zwrot kosztów postępowania oraz części nadpłaconych rat lub przekształcenie kredytu, tak jakby od początku był w całości złotowy (kapitał równy kwocie wypłaconego kredytu, przeliczenie rat tak jakby były oprocentowane wyższą stopą WIBOR), szczególnie wtedy gdy kwota świadczeń kredytobiorcy przekracza kwotę faktycznie wypłaconego kredytu. Taki aneks może być w późniejszym czasie potraktowany jako świadome wyrażenie zgody na zastąpienie abuzywnych postanowień, co uniemożliwiałoby stwierdzenie jej nieważności.

    Swoje zdanie wyraził również Przewodniczący KNF, który wystąpił z apelem w którym za najbardziej optymalne uznał rozwiązanie w postaci zaproponowania aneksów umownych, w wyniku których doszłoby do konwersji kredytu, tak jakby od początku był kredytem złotowym, oprocentowanym według stopy WIBOR powiększonej o marżę. Pierwsza oferta skierowana jest do klientów pozostających w sporze sądowym z bankiem – w takiej sytuacji do zawarcia ugody dochodzi przed sądem powszechnym. Druga ścieżka, przeznaczona dla pozostałych klientów, przewiduje negocjacje warunków ugody przed Sądem Polubownym przy KNF”

    Składane propozycje należy jednak ocenić jako daleko niesatysfakcjonujące. Przeciętny Frankowicz otrzymuje propozycję ugody, w wyniku której może uzyskać ok. 10% kwoty, którą zyskałby doprowadzając do unieważnienia umowy. Nie można przy tym jednak zapominać, iż często ugoda może prowadzić do uwolnienia kredytobiorcy od reszty zadłużenia wynikającego z umowy frankowej, które w wielu przypadkach nadal opiewa na wysokie kwoty, a także pozwala uniknąć toczenia dwuinstancyjnego sporu sądowego.

    Z kolei propozycje ugodowe sugerowane przewodniczącego KNF w rzeczywistości oznaczają, że banki w ramach ugody oferują swoim klientom oprocentowanie, które może być aż trzy razy wyższe od obecnej stawki zawartej w umowie. Taka ugoda wobec obecnej linii orzeczniczej może się okazać zupełnie nieopłacalna. Kredytobiorca skutecznie pozywając bank, uzyskuje korzyść, która będzie znacznie większa nawet w przypadku najmniej korzystnego wariantu zakończeniu sporu, tj. odfrankowania kredytu (czyli usunięciu franka z umowy z pozostawieniem dotychczasowego, niższego oprocentowania LIBOR). 

    Natomiast zgodnie z zasadą prawną ustanowioną orzeczeniem III CZP 6/21, w przypadku uznania abuzywności istotnych postanowień kredytu należy stwierdzić nieważność takiej umowy oraz orzec o zwrocie spełnionych przez strony świadczeń na podstawie przepisów o bezpodstawnym wzbogaceniu w postaci świadczenia nienależnego. W takim scenariuszu, kredytobiorca nie musi już dłużej spłacać kredytu, zachowuje nieruchomość która nie jest już obciążona hipotecznie, a także uzyskuje zwrot pobieranych niesłusznie przez lata rat kredytu od Banku, w takiej walucie w jakiej spłacał – czy to PLN, czy CHF. Kredytobiorca musi jedynie zwrócić kwotę faktycznie wypłaconego kredytu w PLN, i to o tyle o ile roszczenie banku się nie przedawniło. Oznacza to, że każdy kredytobiorca może odzyskać w sądzie więcej niż obecne propozycje ugodowe banków, ale naturalnie wiąże się to z ryzykiem procesowym i sądowym.

    r.pr. Dariusz Śmiłek

  • Co można zyskać i jakie są ryzyka jeśli pozwie się bank?

    Wstęp

    Kredytobiorcy często zastanawiają się nad opłacalnością toczenia sporu sądowego z bankiem oraz walki o unieważnienie umowy. W tle z pewnością pojawiają się wątpliwości dotyczące wyboru odpowiedniego pełnomocnika, kosztów takiego postępowania oraz zastępstwa procesowego.

    Niemniej jak pokazuje praktyka, zgodnie z którą coraz więcej kredytobiorców pozywa banki, w wielu przypadkach korzyści możliwe do uzyskania są niebagatelne. Zgodnie z aktualną linią orzeczniczą, kredytobiorca którego umowa zawiera abuzywne klauzule, dot. wypłaty i spłaty kredytu oraz przeliczeń walutowych z nimi związanych musi liczyć się z dwoma rodzajami pozytywnego rozstrzygnięcia: unieważnienie umowy oraz odfrankowienie kredytu.

    Zyski

    Unieważnienie umowy pozostaje w zgodzie z zasadą prawną wyrażoną w uchwale 7 sędziów Sądu Najwyższego (sygn. III CZP 6/21).  W przypadku takiego rozstrzygnięcia, kredytobiorca może domagać się od banku zapłaty wszystkich uiszczonych rat z tytułu umowy kredytu. Z kolei kredytobiorcę obciąża jedynie obowiązek zwrotu jedynie kwoty faktycznie wypłaconego w PLN kredytu. Oznacza to, że kredytobiorca nie musi już dalej spłacać kredytu, jego nieruchomość zostaje uwolniona od hipoteki na rzecz banku oraz ostatecznie nie musi płacić odsetek od kredytu który został mu wypłacony.

    W temacie „odfrankowienia” umowy kredytu, należy zaznaczyć, że jest ono możliwe jedynie w stosunku do kredytów indeksowanych. Orzeczenie przez sąd odfrankowienia umowy oznacza, że wobec usunięcia z umowy abuzywnych postanowień, sąd uznał ją za możliwą do utrzymania jedynie jako kredyt złotowy, oprocentowany niższą stopą LIBOR (normalny kredyt złotowy w wysokości określonej w umowie, korzystający z oprocentowania stopą procentową WIBOR powiększoną o ewentualną marżę). Oznacza to zmniejszenie się salda zadłużenia oraz zwrotu nadpłaty w wysokości od kilku do kilkudziesięciu tysięcy PLN, lecz w przypadkach gdy nie spłacono jeszcze kredytu, także konieczność jego dalszej spłaty.

    Ryzyka

    Wśród ewentualnych zagrożeń dla kredytobiorców od lat niezmiennie wymienia się kwestię roszczenia banku o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału – de facto, o odsetki od kwoty udzielonego kredytu. Choć jest to stały element strategii propagandowej oraz procesowej banków, to nie znajduje on póki co uznania w orzecznictwie sądów powszechnych. Należy jednak zaznaczyć, że kwestia ta, jako jedna z ostatnich, nie została wyjaśniona precyzyjnie w orzecznictwie SN dot. kredytów waloryzowanych do waluty obcej, zwanych potocznie frankowymi. W Sądzie Najwyższym oczekuje zagadnienie prawne bezpośrednio dotyczące tej kwestii. Swoim zakresem obejmuje ją także potencjalna uchwała pełnego składu Izby Cywilnej Sądu Najwyższego, niemniej jednak wydanie tej uchwały w obecnym stanie faktycznym nie wydaje się możliwe, a na pewno nie w najbliższej przyszłości.

    Z prawnego punktu widzenia, nie wydaje się możliwe uznanie by bankowi który zawarł niedozwolone, krzywdzące konsumenta postanowienia przysługiwało jakiekolwiek wynagrodzenie z tytułu umowy, której nieważność sam sprokurował. Potwierdza to orzecznictwo TSUE, w którym słusznie zauważa się penalny aspekt stwierdzenia abuzywności oraz słuszne interesy konsumentów, latami obciążanych dodatkowymi kosztami z tytułu umowy. Swoista kara dla przedsiębiorcy będzie mieć miejsce jedynie wtedy, gdy przez skutki sankcji abuzywności zostanie on  zniechęcony do wprowadzania takich postanowień w proponowanych przez siebie umowach i wzorcach na przyszłość. Osiągnięcie skutku odstraszającego, który miałby być efektem unieważnienia umowy, w wypadku uznania zasadności takich roszczeń mogłoby być w takiej sytuacji realnie zagrożone, a więc niezgodne z prawem unijnym.

    Na dzień dzisiejszy, na rynku można spotkać wiele ofert dot. prowadzenia spraw frankowych. Od tych zawierających niską opłatę wstępną za prowadzenie sprawy oraz wyższe tzw. success fee (w postaci określonej części zasądzonych od banku pieniędzy), po te nie przewidujące późniejszych opłat, lecz zawierające wysoką opłatę wstępną. Należy również pamiętać, że w przypadku przegrania sporu przed sądem, kredytobiorca może zostać obciążony przez sąd także kosztami zastępstwa procesowego pełnomocnika banku. Od dobrego wyboru kredytobiorcy zależą szanse  jego powodzenia w sporze z bankiem oraz kwota możliwa do odzyskania, tak by opłaty nie przekroczyły oczekiwanych korzyści.

    r.pr. Dariusz Śmiłek

  • Czym są klauzule abuzywne powodujące nieważność umowy kredytowej?

    Doniosłość jaką niesie za sobą kwestia abuzywności postanowień w umowach kredytów wyrażonych w walucie obcej jest niezaprzeczalna, m.in. z uwagi na rozmiar portfeli kredytowych, fakt zaangażowania znacznej części społeczeństwa oraz możliwe skutki nieważności takich umów. W okresie ich zawierania polskie przepisy krajowe nie regulowały wystarczająco koniecznych elementów umów kredytów waloryzowanych. Regulacje dotyczące obrotu konsumenckiego zawierało z kolei prawo unijne, np. Dyrektywa 93/13/WE z dnia 5.04.1993r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich, będąca podstawą do wprowadzenia krajowych przepisów o postanowieniach niedozwolonych (abuzywnych).

    W orzecznictwie TSUE wielokrotnie wskazywano, iż głównym celem dyrektywy jest rozszerzenie funkcji chroniącej interes konsumenta, uznając go za słabszą stronę transakcji w porównaniu do profesjonalnego podmiotu – przedsiębiorcy. Co więcej, konsument dysponuje z założenia mniejszą wiedzą specjalistyczną i rozeznaniem, narażając się na pochopne związanie postanowieniami, które są dla niego wysoce niekorzystne. Stale rosnąca skala obrotu konsumenckiego wymusza stosowanie ustandaryzowanych wzorców umownych zwiększając ryzyko, że przedsiębiorca sformułuje jego postanowienia w sposób powodujący nierównomierny rozkład praw i obowiązków. Oparcie konstrukcji umowy na postanowieniach niedozwolonych może mu pozwolić, w skrajnych przypadkach, nawet zagwarantować faktyczną arbitralność dotyczącą jej wykonywania. Taki nierównomierny rozkład praw i obowiązków w umowach konsumenckich nie tylko w rażący sposób narusza interes konsumenta, ale wręcz wypacza standardy należytej staranności przy redakcji wzorca umownego. Dzięki prawnie zagwarantowanej ochronie konsumenckiej, klauzule abuzywne są bezskuteczne dla konsumenta – w świetle prawa nie są one wiążące od momentu zawarcia umowy. Wyjątkiem jest sytuacja, gdy postanowienia określają główne świadczenia stron tj. cenę i/lub wynagrodzenie, ale tylko o tyle o ile warunki te sformułowano w umowie w sposób niebudzący wątpliwości. Warto podkreślić, że ocenie pod kątem abuzywności podlega treść postanowień umowy, a nie faktyczny sposób jej wykonywania.

    Zgodnie z normą stanowioną art. 3851 k.c., aby stwierdzić abuzywny charakter postanowienia, muszą zostać równocześnie spełnione następujące przesłanki:

    • umowa zawierana jest pomiędzy przedsiębiorcą, a konsumentem;

    a kwestionowane postanowienia:

    • nie zostały uzgodnione indywidualnie oraz
    • kształtują prawa i obowiązki konsumenta w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami,
    • rażąco naruszają interesy konsumenta,
    • nie określają głównych świadczeń stron (w tym ceny lub wynagrodzenia), chyba że postanowienia te nie zostały sformułowane w sposób jednoznaczny;

    Abuzywność klauzul waloryzacyjnych w umowach frankowych polega m.in. na tym, że uprawnienie Banku do ustalania kursów walut, będących podstawą wymiaru świadczeń konsumenta, nie doznaje literalnie żadnych ograniczeń ani nie odnosi się do żadnego obiektywnego i niezależnego miernika. Tak skonstruowane postanowienia sprawiają, że ustalenie zasadności wymiaru kwoty faktycznie wypłaconego kredytu lub wysokości udzielonego kredytu, a także późniejsze ustalanie zasadności wysokości naliczanych rat kapitałowo-odsetkowych w PLN jest dla konsumenta obiektywnie niemożliwe. Zgodnie m.in. z wyrokiem SN z 22.01.2016r.,  postanowienia pozostawiające bankowi swobodę w ustalaniu wysokości świadczeń stron, są oczywiście sprzeczne z dobrymi obyczajami i rażąco naruszają interes kredytobiorcy, ponieważ nie zawierają jednoznacznie sformułowanej treści, co zapewnia pełną swobodę decyzyjną przedsiębiorcy w kwestii bezpośrednio dotyczącej wymiaru wzajemnych zobowiązań z tytułu umowy kredytu. Uregulowanie wadliwego mechanizmu waloryzacji wiąże się z automatycznym zastosowaniem go do przeliczania wysokości kredytu udzielanego i wypłacanego konsumentowi lub ustalenia salda jego zadłużenia, a także wysokości spłat rat kapitałowo-odsetkowych, kosztów wcześniejszej spłaty kredytu, przewalutowania, kosztów prowizji, dodatkowych ubezpieczeń, ustanowienia zabezpieczenia oraz innych związanych z uzyskaniem kredytu.

    Stwierdzenie abuzywności może prowadzić do ustalenia nieważności umowy kredytu wtedy i tylko wtedy, jeśli po usunięciu bezskutecznych postanowień nie może być ona wykonywana z uwagi na treść przepisów krajowych. Oznacza to, że nieważna będzie na pewno czynność sprzeczna z bezwzględnie obowiązującymi przepisami, mająca na celu ich obejście lub też niezgodna z zasadami współżycia społecznego czy przekraczająca granicę swobody umów. Należałoby przy tym rozważyć co najmniej dwie możliwości. Przy pierwszej istotnym jest założenie, że zakwestionowane klauzule określają główne świadczenia stron, wtedy to umowa jest bezwzględnie nieważna, gdyż nie pozwala na ustalenie treści istotnych praw i obowiązków stron. Można także przyjąć drugie stanowisko i twierdzić, że z uwagi na abuzywność postanowień, niekoniecznie określających główne świadczenia, pomiędzy stronami nie doszło do porozumienia w trakcie zawierania umowy – a więc bez kwestionowanych postanowień umowa nie zostałaby zawarta – co również może być przesłanką stwierdzenia nieważności. Najczęściej do takiego efektu prowadzi zakwestionowanie klauzul waloryzacyjnych oraz zmiennego oprocentowania.

    Postanowienia których usunięcie skutkować będzie jedynie częściową nieważnością umowy określają m.in.: odsetki karne, wysokość prowizji, wcześniejszą spłatę i przewalutowanie kredytu, zawarcie umowy ubezpieczenia i wysokość składki oraz inne opłaty z tytułu umowy. Najczęściej powodem abuzywności jest powiązanie z tą samą abuzywną klauzulą waloryzacyjną, która daje nieskrępowaną swobodę określenia wysokości świadczeń głównych przez kredytodawcę. Należy jednak zaznaczyć, że również sformułowane w jakikolwiek inny sposób postanowienia powodujące znaczną i nieuzasadnioną asymetrię kontraktową, np. w postaci nieuzasadnionych i arbitralnie określanych opłat, a niezwiązane bezpośrednio z głównymi świadczeniami stron, mogą zostać uznane za niedozwolone. Skutkiem orzeczenia bezskuteczności wymienionych jest zazwyczaj możliwość ubiegania się przez kredytobiorcę o zwrot nadpłaconych kwot lub bezpodstawnie spełnionych świadczeń.

    r.pr. Dariusz Śmiłek

  • Na czym polega problem kredytów frankowych?

    Trudno znaleźć w ostatnim czasie inne zagadnienie prawne związane z rynkiem finansowym, które wzbudziło większe zainteresowanie kredytów indeksowanych i denominowanych do walut obcych, nazywanych potocznie kredytami frankowymi. Z danych przedstawionych w raporcie BIK z 2020r.[1] wynika, że na koniec 2019 roku niespłaconych jeszcze było aż 451,6 tyś. kredytów frankowych, które obciążały 786,6 tyś kredytobiorców. Wartość kredytów hipotecznych waloryzowanych do CHF to na tamten moment 101,8 mld zł. Jednocześnie prawie co piąty (ok. 18%) kredyt mieszkaniowy jest kredytem frankowym.

    Choć za początek problemu frankowiczów należałoby uznać pierwszą dekadę XXI wieku, kiedy to banki zaczęły oferować kredyty indeksowane i denominowane, to jego eskalacja nierozerwalnie wiąże się z dniem 15 stycznia 2015 roku. Tego dnia Szwajcarski Bank Narodowy (SNB) ogłosił swoją decyzję o uwolnieniu szwajcarskiej waluty od zależności wobec euro tj. o porzuceniu polityki monetarnej polegającej na obronie minimalnego kursu wymiany waluty europejskiej na franka szwajcarskiego. Uważany od czasów kryzysu finansowego z 2007 roku za stabilną i bezpieczną do inwestycji walutę frank szwajcarski w wyniku wywołanej decyzją SNB paniki na rynkach walutowych znacząco zmienił swój kurs względem innych walut.

    Aby móc wyobrazić sobie efekty wspomnianej decyzji wystarczy przywołać iż przeddzień jej podjęcia (14.01.2015) średni kurs CHF wynosił 3,5712, natomiast 24 godziny później już 4,1611, co oznaczało prawie 17% wzrost. W dłuższej perspektywie średni kurs przed wspomnianą decyzją mieścił w zakresie 2 – 3,5 zł. Potem utrzymywał się w granicach 3 – 3,6 zł, aż do „Czarnego Czwartku” jak nazwano dzień 15 stycznia 2015 roku. Należy w tym miejscu zaznaczyć, że kredytodawcy często pomijali ciążący na nich obowiązek informacyjny i nie informowali, bądź informowali w ograniczonym zakresie, o istnieniu ryzyka kursowego i walutowego. W znakomitej większości prognozy i symulacje przedstawiane klientom nie przedstawiały możliwości zmiany wartości kredytu w takiej skali w jakiej miało to miejsce w rzeczywistości. Jest to o tyle istotne, że wysokość salda kredytu wyrażana była w walucie obcej, co przy wzroście kursu powodowało konieczność zwrotu znacznie wyższej kwoty aniżeli kwota faktycznie wypłaconego kredytu. Jednocześnie wiązało się to z proporcjonalnym wzrostem wysokości konkretnej raty kredytu wyrażonej w PLN.

    Poziom uciążliwości dla kredytobiorców wynikający z powyższych zdarzeń był jeszcze większy aniżeli wynikało by to z przytoczonych liczb, ponieważ w przytłaczającej większości klauzule waloryzacyjne określały kursy używane do naliczania spłat rat kredytów w PLN znacznie bardziej niekorzystnie aniżeli wynikałoby ze średnich kursów NBP. W efekcie na początku 2015 roku część Frankowiczów, która wzięła kredyt przy kursie 2 zł, płaciła niektóre raty wedle kursu sięgającego nawet 5 zł, a więc nawet 2,5-krotnie większe od rat początkowych. Jednocześnie saldo kredytu wyrażone w CHF, po przeliczeniu na PLN znacznie przekraczało kwotę udzielonego przez bank kredytu. Było to spowodowane tym, że w zawartych umowach, m.in. za pomocą klauzul waloryzacyjnych, całe ryzyko zmiany kursu waluty przeniesiono na kredytobiorcę, dając częstokroć zbyt dużą swobodę, a w niektórych przypadkach nawet dowolność ustalania wysokości jego zobowiązania przez profesjonalną stronę umowy jaką bez wątpienia jest bank.

    Przez wiele lat wyroki polskich sądów nie dawały zbyt dużych nadziei na odmianę losu kredytobiorców. Niewątpliwie punktem przełomowym było orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości UE z 3.10.2019r. w sprawie o sygn.
    C-260/18 znane szerzej jako Dziubak v Raiffeisen Bank. Było to pierwsze orzeczenie, które wyraźnie wskazywało na możliwość stwierdzenia nieważności umowy kredytowej na skutek zawarcia w nich niedozwolonych postanowień dotyczących mechanizmu denominacji czy indeksacji oraz obliczania wysokości świadczeń stron przy użyciu kursów ustalanych przez bank.

    r.pr.

    Dariusz Śmiłek


    [1] Aktualności BIK: Portret frankowicza, Raport Biura Informacji Kredytowej z 04.02.2020r. 

  • TEORIA DWÓCH KONDYKCJI ZASADĄ PRAWNĄ PRZY ROZLICZENIACH W SPRAWACH FRANKOWYCH

    W piątek, 7 maja 2021 r., Izba Cywilna Sądu Najwyższego podjęła ważną uchwałę w sprawie rozliczeń, pomiędzy Bankami a ich klientami, w przypadku stwierdzenia nieważności umowy na skutek zawarcia w niej niedozwolonych klauzul abuzywnych (sygn. III CZP 6/21). Siedmioosobowy skład sędziowski obradował rozpatrując wniosek Rzecznika Finansowego prof. Mariusza Goleckiego. Warto na wstępie zaznaczyć, że opisywanej uchwale Sąd Najwyższy postanowił nadać moc zasady prawnej.

    Rzecznik Finansowy przedstawił dwa zagadnienia prawne, pytając:

    • „Czy w przypadku stwierdzenia przez sąd nieważności umowy kredytu denominowanego lub indeksowanego w walucie obcej lub
      b) uznania za niedozwolone postanowień umownych przewidujących indeksację kredytu do waluty obcej, gdzie po usunięciu z niej postanowień niedozwolonych umowa kredytu nie może być dalej wykonywana, stronom umowy przyslugują roszczenia, o których mowa w przepisie art. 410 § 2 k.c. w zw. z art. 405 k.c.?”,
      a także

    W przypadku odpowiedzi pozytywnej na powyższe pytanie:

    • „Czy świadczenia nienależne stron powstają w wyniku:
      a) odpadnięcia podstawy prawnej (conditio causa finita), czy też
      b) nieważności czynności prawnej zobowiązującej do świadczenia (conditio sine causa)?”

    Pierwsze pytanie było w zasadzie postulatem do Sądu Najwyższego, by tenże jednoznacznie określił zasady, według których strony mają rozliczyć roszczenia w przypadku uznania umowy kredytowej za nieważną. Sprowadzało się to do wyboru pomiędzy omawianymi już na blogu: teorią dwóch kondykcji a teorią salda.

    ​Zgodnie z wcześniejszymi orzeczeniami SN orzekł w myśl teorii dwóch niezależnych i nienależnie spełnionych świadczeń – odpowiednio kredytobiorcy o kwotę dokonanych spłat oraz banku o kwotę wypłaconego kredytu. Wskazał przy tym, że: Niedozwolone postanowienie umowne (art. 3851 § 1 k.c.) jest od początku, z mocy samego prawa, dotknięte bezskutecznością na korzyść konsumenta, natomiast jeżeli bez bezskutecznego postanowienia umowa kredytu nie może wiązać, konsumentowi i kredytodawcy przysługują odrębne roszczenia o zwrot świadczeń pieniężnych spełnionych w wykonaniu tej umowy (art. 410 § 1 w związku z art. 405 k.c.). Oznacza to, że w razie uznania umowy za nieważną, kredytobiorca ma prawo domagać się od banku zwrotu w całości spełnionych świadczeń, nawet w sytuacji, gdy nie spłacił jeszcze kredytu. Jednocześnie Bankowi przysługuje roszczenie w wysokości wypłaconego kredytu.

    Pytanie drugie dotyczyło momentu powstania wzajemnych roszczeń, od którego to momentu liczyłby się okres ich przedawnienia. Do tej pory dominował pogląd, iż Kredytobiorca może domagać się zwrotu rat zapłaconych do 10 lat od wniesienia pozwu. Niejasnym pozostawała kwestia przedawnienia się roszczenia banku – które teoretycznie powstawało w momencie spełnienia świadczenia przez bank – a więc w momencie wypłaty kredytu.

    Sąd Najwyższy w składzie orzekającym nie wspomniał nic w kwestii ewentualnego roszczenia banku o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału (de facto odsetki), jednocześnie nie przekreślając ich podstaw. Odpowiadając na drugie pytanie przeformułował je i wskazał, że: Kredytodawca może żądać zwrotu świadczenia od chwili, w której umowa kredytu stała się trwale bezskuteczna. Za moment ten w uzasadnieniu ustnym uznano chwilę w której poinformowany odpowiednio konsument wyraził świadomie nie wyraził zgody na abuzywne postanowienia lub sprzeciwił się skorzystaniu z ochrony przed nieważnością umowy – a więc od daty terminu wskazanego w wezwaniu do zapłaty lub daty złożenia pozwu. Pozwala to Kredytobiorcom domagać się wszystkich spłaconych rat od Banku, a nie tylko tych z ostatnich 10 lat. Zaznaczyć należy, że zdaniem SN odpowiednio poinformowany i świadomy konsument może również udzielić następczo świadomej i wolnej zgody na to postanowienie [przyp. klauzule niedozwoloną] i w ten sposób przywrócić mu skuteczność z mocą wsteczną. Oznaczałoby to pełną walidację umowy kredytowej – zaakceptowanie jej kształtu i dotychczasowego sposobu wykonywania. Można to podsumować ten sposób, że Sąd Najwyższy próbował wydać salomonowe rozstrzygnięcie, bo z jednej strony przyznał rację konsumentom w sprawie rozliczeń stron,
    a z drugiej jak się zdaje przesunął rozpoczęcie biegu przedawnienia, nie tylko dla konsumenta. Niemniej treść orzeczenia oznacza, że dał bankom argument za tym by pozywać kredytobiorców o zwrot udostępnionych środków. Warto jednak zauważyć, że w związku z 3-letnim terminem przedawnienia stosowanym wobec Banku, w niektórych sprawach w których spór toczy się dłużej, a w których to sprawach Bank do dziś nie wystosował roszczenia o zwrot kwoty udostępnionego kredytu, takie roszczenie może w związku z powyższa uchwałą zostać uznane za przedawnione.

    r.pr. Dariusz Śmiłek

  • Banki w opałach. Czy kredyty udzielone konsumentom bez zdolności kredytowej są nieważne?

    Jak się okazuje, trwająca od 2019 roku seria niekorzystnych dla Banków rozstrzygnięć Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej i Sądu Najwyższego wcale nie musi się skończyć. Choć większość składających się na nią orzeczeń dotyczy tzw. „kredytów frankowych”, to tym razem potencjalnie zainteresowany orzeczeniem w przedmiocie zagadnienia prawnego, skierowanego do Sądu Najwyższego przez SO w Poznaniu, może być każdy konsument, który nie posiadał zdolności kredytowej w dacie zawarcia umowy lub którego zdolność kredytowa nie została poprawnie zbadana.

    Ustalono, że Bank udzielił kredytu w wysokości 24 tys. zł na 6 lat, przy czym miał on finansować spłatę kredytu wcześniej udzielonego przez ten sam Bank, a pozostała część przeznaczona była na cele konsumpcyjne. Z uwagi na to, że Kredytobiorca zaprzestał spłaty rat, Bank wypowiedział umowę, a gdy dłużnik nie spłacił należnej kwoty, wystąpił z pozwem. Sąd I instancji stwierdził, że umowa została ważnie zawarta pomimo tego, że Kredytobiorca w chwili udzielania kredytu był niewypłacalny – uzyskiwał wynagrodzenie w wysokości ok. 1000 zł miesięcznie, wobec raty w wysokości 554 zł. Konsument dowodził, że zawarł umowę tylko dlatego, iż namówiła go do tego zatrudniona w Banku znajoma, zaś kredytodawca znał jego sytuację finansową i miał świadomość, że jest niewypłacalny. Stwierdził również, że kredyt wziął dla osoby trzeciej, a więc nie będącej kredytobiorcą. Sąd I instancji uwzględnił powództwo Banku stwierdzając, że naruszenie przez niego obowiązku wynikającego z art. 70 ust. 1 Prawo bankowe nie ma wpływu na ważność umowy kredytowej, a jedynie może być powodem nałożenia sankcji administracyjnych.

    Natomiast Sąd Okręgowy, jako Sąd II Instancji powziął wątpliwości co do skutków tego naruszenia, wyrażone w zagadnieniu prawnym skierowanym do Sądu Najwyższego:
    Czy naruszenie przez bank będący kredytodawcą obowiązku należytego zbadania zdolności kredytowej kredytobiorcy będącego konsumentem, na podstawie art. 9 ustawy z dnia 12 maja 2011 r. o kredycie konsumenckim (Dz. U. 2019/1083 t.j.) i art 70 ust. 1 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. Prawo bankowe (Dz. U. 2020/1896 t.j. ze zmianą) w zw. z art. 9 ust. 4 ustawy o kredycie konsumenckim oraz brak zdolności kredytowej konsumenta w dacie zawarcia umowy kredytu konsumenckiego skutkuje nieważnością umowy kredytu na podstawie art. 58 § 1 k.c. ewentualnie na podstawie art. 58 § 1 i 2 k.c.?

    W uzasadnieniu postanowienia o skierowaniu zagadnienia prawnego do Sądu Najwyższego (sygn. w SN III CZP 2/21) argumentował, że zakaz udzielenia kredytu konsumentowi bez zdolności kredytowej odzwierciedla istotny cel
    społeczno-gospodarczy polegający na ochronie tego konsumenta przed popadnięciem w spiralę zadłużenia, co rodzi zobowiązanie Banku do badania tej zdolności bez względu na status osoby ubiegającej się o kredyt, wysokość wnioskowanej kwoty, cel i charakter kredytu. Wskazał również, że Bank ma prawo
    i obowiązek badać, czy kredytobiorca po otrzymaniu kredytu nie utracił zdolności kredytowej lub czy jego zdolność do spłaty kredytu nie jest zagrożona.

    Przechodząc do argumentacji prawnej Sąd uznał, że w tej sprawie należy zbadać dwa aspekty ewentualnej nieważności umowy kredytu konsumenckiego:

    – dotyczący niezgodnego ze stanem faktycznym celu umowy – Kredytobiorca twierdził przecież, że zawarcie umowy kredytu konsumenckiego nastąpiło na prośbę osoby trzeciej, oraz

    – dotyczący uchybień Banku w procesie należytego badania zdolności kredytowej oraz zawarcia umowy pomimo jej braku.

    Sąd podkreślił, że jedyne wyjątki od zasady nieudzielania kredytów osobom potencjalnie niewypłacalnym są wyraźnie wskazane w ustawie. Przywołał także inne wyroki sądów powszechnych i postawił tezę, iż w orzecznictwie przyjmuje się, że publicznoprawny charakter tego zakazu powoduje, że niesprawdzenie zdolności kredytowej konsumenta przez Bank lub zawarcie umowy kredytu po przeprowadzeniu analizy, której rezultatem jest stwierdzenie braku takiej zdolności, nie powoduje nieważności umowy kredytu. Jednocześnie wskazując, że niedopełnienie tego obowiązku może skutkować zastosowaniem wobec Banku sankcji w ramach nadzoru bankowego lub odpowiedzialnością karną za wykroczenie z art. 138c par. 1a kw.

    Podsumowując zapatrywania prawne, SO w Poznaniu stwierdził, iż wykładnia art. 70 ust. 1 Prawo bankowe w zw. z art. 9 ustawy o kredycie konsumenckim dokonywana z uwzględnieniem brzmienia i celu dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2008/48/WE z 23.4.2008 r. w sprawie umów o kredyt konsumencki oraz uchylającej dyrektywę Rady 87/102/EWG (Dz.Urz. UE L z 2008 r. Nr 133, s. 66 ze zm. i nast.) może prowadzić do wniosku, że brak zbadania albo nienależyte zbadanie zdolności kredytowej konsumenta przez Bank wywiera również skutek prywatnoprawny (cywilnoprawny) – a więc pomiędzy stronami umowy. Jak słusznie zauważył ani ustawa o kredycie konsumenckim, ani prawo bankowe, nie określają sankcji za naruszenie tych obowiązków przez Bank. Postawił tezę, że skutków cywilnoprawnych należy poszukiwać na gruncie art. 58 § 1 i 2 KC. Nawiasem warto wspomnieć, że jednocześnie Sąd zauważył, że jeśli przy zastosowaniu dyrektyw wykładni prawa nie byłoby możliwe stwierdzenie nieważności umowy, to z uwagi na brak innego przepisu pozwalającego na pełne zastosowanie dyrektywy w sprawie umów o kredyt konsumencki  (2008/48/WE), może to prowadzić do uznania, że nie doszło do implementacji dyrektywy w tym zakresie.

    W ocenie Sądu II instancji uwzględniając prokonstytucyjną wykładnię art. 58 § 1 KC (opartą na art. 76 Konstytucji RP) ochrona konsumenta przemawia za tym, aby w takiej sytuacji wystarczyło jednostronne naruszenie normy bezwzględnie obowiązującej (art. 9 ustawy o kredycie konsumenckim, art. art. 70 ust. 1 Prawo Bankowe) skutkujące nieważnością umowy kredytu na podstawie art. 58 § 1 KC. Rozważając ewentualny zarzut naruszenia zasad współżycia społecznego przez Kredytobiorcę, który nieprawdziwie wskazał cel kredytu, stwierdził iż nawet uzasadniony zarzut nie znosi zakazu udzielenia kredytu z powodu braku zdolności kredytowej po stronie konsumenta, obowiązku należytego zbadania tej zdolności kredytowej, weryfikacji uzyskanych informacji oraz udzielenia konsumentowi rzetelnych informacji o braku zdolności kredytowej, które to skierowane są do instytucji bankowych.  

    Na rozstrzygnięcie w przedmiocie tego pytania, prawdopodobnie będziemy musieli chwilę poczekać. Trafiło ono już do Sądu Najwyższego i oczekuje na wyznaczenie terminu posiedzenia. Niemniej, nie należy się spodziewać, by posiedzenie wyznaczono przed ponownie przełożonym, tym razem na 11 maja, posiedzeniem pełnego składu Izby Cywilnej Sądu Najwyższego, który rozstrzygać ma przedstawiony przez Pierwszą Prezes Sadu Najwyższego wniosek, zawierający 6 fundamentalnych pytań w sprawie kredytów frankowych.

    r.pr. Dariusz Śmiłek

  • Realizacja uprawnień z obligacji

    Sąd Najwyższy wydał 27 lutego 2020 roku uchwałę dotyczącą obligacji
    (sygn.. III CZP 55/19).
    Dotyczy ona obligacji wyemitowanych na podstawie ustawy
    z dnia 29 czerwca 1995 r. o obligacjach (dalej: u.o), ale wydaje się, że teza
    i problematyka jest aktualna również na gruncie obecnie obowiązujących przepisów.

    Rozstrzygnięcie dotyczyło pytania czy obligatariusz może samodzielnie dochodzić wierzytelności z obligacji hipotecznych wobec właściciela nieruchomości, czy też takie uprawnienie przysługuje wyłącznie administratorowi hipoteki? W praktyce, rozwiano wątpliwość czy obligatariusz może sam prowadzić egzekucję z nieruchomości, czy też może to robić jedynie administrator hipoteki, który w księdze wieczystej jest wskazany jako wierzyciel hipoteczny.

    W doktrynie i orzecznictwie pojawiały się głosy wskazujące, że działać może tylko
    i wyłącznie administrator hipoteki. Niestety, taka wykładnia przepisu sprawiała, że administratorzy często pozorowali działania lub wypowiadali umowę
    o administrowanie w momencie, gdy konieczna byłą egzekucja z nieruchomości. Podobna sytuacja stała u podstaw sporu rozstrzyganego przez Sąd Najwyższy. Posiadacz obligacji (obligatariusz) wobec braku działań administratora, zgodnie
    z treścią umowy, zażądał wykupu obligacji, a gdy emitent odmówił zapłaty żądanej sumy, skierował spór na drogę sądową.

    Sąd I instancji stwierdził, że obligatariusz może samodzielnie dochodzić należnej mu kwoty od emitenta obligacji. Apelację wniosła pozwana dowodząc, że powód nie ma legitymacji czynnej do dochodzenia zapłaty od dłużnika. Tak twierdził też interwenient uboczny, który przyłączył się do postępowania, a dokładniej administrator hipoteki. Dodatkowo przedstawił on dokumenty, z których wynikało, że to on jest uprawniony do wszczęcia czynności zmierzających do przymusowego dochodzenia należności
    z roszczeń obligatariuszy. Natomiast Sąd II instancji skierował do Sądu Najwyższego pytanie prawne: „Czy obligatariuszowi przysługuje uprawnienie do dochodzenia od dłużnika rzeczowego wierzytelności wynikającej z obligacji zabezpieczonych hipoteką, wyemitowanych na podstawie ustawy z dnia 29 czerwca 1995 r. o obligacjach, czy też takie uprawnienie przysługuje wyłącznie administratorowi hipoteki?”.

    Sąd II instancji wskazywał, że przyznanie prawa do zainicjowania postępowania
    w sprawie dochodzenia wierzytelności obligatariuszowi uzależnione jest od przyjęcia jednej z koncepcji zastępstwa pośredniego. Pierwsza zakłada, że zawierając umowę o ustanowienie hipoteki, administrator nabywa hipotekę do majątku zabezpieczonych wierzycieli, zatem sama hipoteka powstaje bezpośrednio w majątku wierzycieli.
    W rezultacie stroną stosunku hipoteki są zabezpieczeni wierzyciele.
    Drugi pogląd wyklucza legitymację obligatariusza do dochodzenia wierzytelności na skutek uznania, że administrator nabywa hipotekę do własnego majątku.

    Sąd Najwyższy przychylił się do pierwszej z koncepcji. A więc obligatariusz może działać samodzielnie: zarówno w procesie o zapłatę przeciwko właścicielowi nieruchomości, jak i w postępowaniu egzekucyjnym z nieruchomości. W swojej analizie, dokonując wykładni, Sąd Najwyższy brał pod uwagę historyczny kontekst regulacji tej materii, a także uwypuklił cel przepisów na podstawie materiałów legislacyjnych i opinii w doktrynie, wskazując iż w założeniu mają służyć uproszczeniu realizacji uprawnień wynikających z hipoteki, a ich celem jest lepsza ochrona interesów obligatariuszy. Sąd Najwyższy uznał, iż sama zmiana przepisów nie stwarza wystarczających podstaw dla stwierdzenia, iż jej mocą doszło do podmiotowej zmiany prawnorzeczowego przyporządkowania hipoteki zabezpieczającej wierzytelności obligatariuszy.

    Wnioskuje o tym między innymi z tego, iż utrzymano regułę, że do ustanowienia hipoteki wystarcza oświadczenie woli właściciela nieruchomości, a więc jednostronna czynność prawna. Gdyby zaś hipotekę miał nabywać administrator, naturalne byłoby ustanowienie hipoteki w drodze umowy między właścicielem nieruchomości
    a administratorem. Następnym argumentem jest wyłączenie zamieszczone
    w art. 7 ust. 3 u.o., które byłoby zbędne, gdyby uznać, że ustanawiana hipoteka wchodzi do majątku administratora. W takiej sytuacji bowiem nie byłoby żadnych podstaw do twierdzenia, że zbycie obligacji powoduje przeniesienie hipoteki. Przychylił się  także do dominującego poglądu, że hipoteka zabezpieczająca wierzytelności obligatariuszy (art. 7 u.o.) należy do ich majątku jako wspólne prawo rzeczowe.
    W związku potwierdził, że administrator hipoteki wykonuje prawa i obowiązki wierzyciela hipotecznego we własnym imieniu, lecz na rachunek obligatariuszy, co należy rozumieć jako szczególne upoważnienie ustawowe do wykonywania we własnym imieniu cudzego prawa majątkowego. Konstrukcja ta w prosty sposób wyjaśnia, dlaczego kompetencja administratora do wykonywania hipoteki nie jest nieograniczona i nie obejmuje np. uprawnienia do zrzeczenia się tego prawa rzeczowego. Niemniej, co podkreślano w uzasadnieniu, decydujące znaczenie dla takiego rozstrzygnięcia miał specyficzny tryb ustanawiania administratora, obligatariusze nie mają bowiem wpływu na jego wybór i zakres obowiązków, dlatego przyznanie im legitymacji czynnej stanowi zabezpieczenie ich praw. Z uwagi na powołanie administratora hipoteki przez emitenta może dojść do konfliktu interesów,
    a co za tym idzie do osłabienia pozycji obligatariuszy. Pomimo tego, że problem właściwego wykonywania obowiązków przez administratora, jest rozstrzygany na gruncie jego odpowiedzialności odszkodowawczej, to konieczne jest zapewnienie ochrony praw wierzycieli w sytuacji, gdy administrator pozostaje bierny.

    r.pr. Dariusz Śmiłek